Bronisław Komorowski, Prezydent RP, skończy w czerwcu 58 lat. Podczas wyborów wielokrotnie podkreślał, że chce być prezydentem, który współpracuje, łączy, a nie dzieli.
Polityk z poczuciem humoru
„Lech Wałęsa zuch, starczy za tych dwóch” – powiedział Bronisław Komorowski do laureata Pokojowej Nagrody Nobla podczas uroczystości na Zamku Królewskim w 25-lecie jej przyznania. Czy mówił do swojego poprzednika? Nie ma wątpliwości, że jako prezydent Bronisław Komorowski byłby budzącym zaufanie mężem stanu, ale też obdarzonym poczuciem humoru Pierwszym Obywatelem. Jego publiczne wystąpienia, często improwizowane, bogate w literackie ornamenty, pełne historycznych porównań i świetnych anegdot łączą, a nie dzielą. Jako szef państwa Bronisław Komorowski nie budziłby agresji, nie ożywiał demonów. Wywodząc się z rodziny przesiąkniętej patriotyzmem z dziada pradziada nie musiałby podbijać narodowego bębenka, jak to czyni obecny mieszkaniec Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Nowocześnie rozumiejąc patriotyzm, połączyłby tradycję z troską o modernizację Polski i jeszcze głębsze zakorzenienie jej w Europie. Od trzydziestu z górą lat wierny tym samym zasadom politycznym – takim jak niepodległość, demokracja, praworządność – byłby prezydentem, z którego mogliby być dumni wszyscy Polacy.
Rodzice i dziadkowie
Kto i co ukształtowało Bronisława Komorowskiego – historyka, antykomunistycznego opozycjonistę, działacza politycznego, posła, ministra obrony narodowej, wreszcie – marszałka Sejmu? A teraz – być może – kandydata Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta? W swojej autobiografii opowiada z miłością, szacunkiem i z najzwyklejszą, autentyczną sympatią o rodzicach, dziadkach. Znałam ten dom i nie dziwię się, że to „jabłko” padło tak niedaleko od swej „jabłoni”. Bo to była naprawdę niezwykła „jabłoń”. Dom Jadwigi i Zygmunta Komorowskich nie byłby może aż tak niezwyczajny, gdyby nie czasy, w jakich przyszło mu funkcjonować. A w czasach komunizmu takich polskich domów przetrwało niewiele. Starannie wykształceni rodzice byli obdarzeni szczególną, wysoką kulturą bycia i zarazem ogromną życiową dzielnością. A także – pogodą ducha, poczuciem humoru, niezłomnym optymizmem. Choć dom Komorowskich był klasycznym domem polskiej inteligencji o ziemiańskich korzeniach, to Bronisław wyrastał w środowisku otwartym, mieszanym, jak najdalszym od elitarności. Sąsiedztwo dawało okazję konfrontacji najrozmaitszych obyczajowości i sytuacji. Pani Jadwiga Komorowska, docent dr habilitowany socjologii, jest kobietą mądrą, a zarazem pełną wdzięku, ciepłą, życzliwą i niesłychanie kobiecą. Ojciec – także socjolog, ale i etnograf, afrykanista, podróżnik – macho z duszą romantyka. Partyzant wileńskiej AK, żołnierz armii Berlinga, pasjonat kultury Tuaregów, subtelny poeta-liryk. – Kłóciłem się z nim ząb za ząb – powiedział kiedyś w kuluarowej rozmowie Bronisław Komorowski – ale go uwielbiałem. Ojciec także uwielbiał syna, ale mu nie pobłażał w niczym i ani na trochę.
Niezależny w PRL
Bronisław Komorowski w wieku bardzo jeszcze „młodzieżowym” podpadł władzom, mieszając się do jakichś antypaństwowych demonstracji. Zygmunt Komorowski na apel, żeby interweniował – zdumiał się: „No jeśli nawet dostanie pałką, to co wielkiego? Będzie przynajmniej wiedział, że za swoje przekonania trzeba płacić”. Matka też rozumiała, że „tak trzeba”. I chyba to właśnie w Bronisławie Komorowskim pozostało. Nie ma śladu litowania się nad sobą, ani cienia pretensji do przeciwników, że represjonowali, że aresztowali i internowali. On wiedział, że trzeba być gotowym do życiowej ceny, jaką przyjdzie zapłacić. Z komunistyczną policją zetknął się bardzo wcześnie – już w 1971 roku, jako uczestnik rozbitego przez SB spotkania niezależnej
grupy harcerskiej „Gromada Włóczegów” dla uczczenia pierwszej rocznicy Grudnia 1970. Potem była działalność opozycyjna na Uniwersytecie Warszawskim, obrona robotników prześladowanych za Czerwiec 1976, udział w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, oczywiście „Solidarność”, internowanie, podziemny ruch wydawniczy.
Co czarne, białe, a co czerwone
Jego zapał, ale też konsekwencję dobrze obrazuje historia opozycyjnych demonstracji w listopadowe święto niepodległości, które w PRL było, rzecz jasna, zakazane. Pierwsza z nich, zorganizowana w 1978 roku przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, zakończyła się dla Bronisława Komorowskiego wyrokiem miesięcznego aresztu. Jednak w rok później to znów on, wraz z Andrzejem Czumą, poprowadził niepodległościową manifestację (pisaliśmy o tym w „POgłosie” nr 5 w listopadzie 2007). Bronisław Komorowski wchodził w swoje polityczne życie w sposób naturalny, jako kontynuator patriotycznej działalności wielu pokoleń swojej rodziny. Od najmłodszych lat wiedział co „czarne”, co „białe”, a co „czerwone”. Może dlatego przez dwadzieścia lat odzyskanej w 1989 roku wolności pozostał jednym z bardzo wąskiej grupy dawnych opozycyjnych działaczy, którzy nie stali się bohaterami afer, nie otarli się o żaden skandal, nie byli nawet obiektem brukowych plotek i pomówień. A przecież w ciągu tych lat niemal cały czas stąpał po nadzwyczaj kruchym lodzie. Zaczynał swoją pracę – czy jakby sam powiedział – służbę – w rządzie i parlamencie wówczas, kiedy wszystko dopiero się wyłaniało z postpeerelowskiego chaosu, w ekipie pierwszego solidarnościowego gabinetu Tadeusza Mazowieckiego. Minister Aleksander Hall wysyłał go do jakże częstego w owych latach „gaszenia pożarów”. Musiał – jak sam przyznaje – gasić także te pożary, które do niedawna sam wzniecał, a potem miał ochotę raczej je podsycać niż tłumić. Musiał współpracować z „czerwonymi” i „różowymi” w imię nowej odpowiedzialności za odzyskane państwo – w imię racji stanu. Potem trafił do warszawskiego Domu bez Kantów, który w istocie był ich pełen. Aby przejść przez ten gmach, mieszczący jeszcze niedawno Główny Zarząd Polityczny LWP, bez poważniejszego potknięcia trzeba było determinacji, ale jeszcze bardziej rozwagi i opanowania jednego z najtrudniejszych narzędzi polityki – sztuki kompromisu. Nie był nigdy wojskowym, ale wojsko znał z rodzinnych przekazów. Cenił armię, ale sam w wojsku nie służył.
Bo antysocjalistycznych elementów do wojska w PRL nie wpuszczano. Jakby na przekór komunistycznym stupajkom w wolnej Polsce został ministrem obrony narodowej. W działaniu na rzecz reformy armii wykazał twardość i konsekwencję. Jego zasługą jest 6-letni program modernizacji sił zbrojnych poparty przez sekretarza generalnego NATO, prezydenta, rząd i całą opozycję. Jego zasługą jest znalezienie, po latach obietnic bez pokrycia, środków finansowych na zakup wielozadaniowego samolotu F-16 – dumy polskiego lotnictwa.
Zwolennik integracji
Kiedy trzeba, potrafi sięgnąć po pióro i jasno zarysować program politycznego działania. To właśnie on jest autorem programu Platformy Obywatelskiej w zakresie – realizowanej obecnie – polityki bezpieczeństwa oraz polityki zagranicznej i europejskiej. Potrafił skutecznie wpłynąć na stanowisko Platformy w sprawie przyszłości Unii Europejskiej i na ostateczne odejście partii od hasła „Nicea albo śmierć”. Jako gorący zwolennik pogłębienia integracji europejskiej uczynił z Kancelarii Sejmu wiodący w Europie ośrodek przygotowujący parlamentarną implementację zapisów Traktatu z Lizbony.
To dzięki jego zaangażowaniu w berlińskim centrum przy wejściu do Reichstagu stanął pomnik „Solidarności” – fragment oryginalnego muru Stoczni Gdańskiej.
Wychował pięcioro dzieci
Bronisław Komorowski jawi się jako postać jednoznaczna i nie kontrowersyjna. Broni twardo swoich przekonań i programu swojej partii, ale nie wdaje się w polityczne rozróby. Umie stawić czoło parlamentarnym przeciwnikom, lecz jest zawsze gotów do uczciwego kompromisu. Uchodzi za człowieka sympatycznego i bardzo rodzinnego. Wraz z żoną Anną wychował pięcioro dzieci. Nie ma go w tabloidach. Nie tańczy z gwiazdami. Nie lansuje garniturów żadnej firmy. Skąd zatem bierze się tak wysokie poparcie i sympatia wyrażana od lat przez Polaków w badaniach opinii publicznej? Skąd taki
wynik wyborczy w trudnym podwarszawskim okręgu (139 320 głosów – najwyższy w historii)? Na te pytania każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Mnie się wydaje się, że niektórzy po prostu nie muszą korzystać ze szczudeł promocji.
_______________________________________

Fundacja „Młode Talenty” ogłasza konkurs dla młodzieży szkolnej na najlepsze opowiadanie marynistyczne. Aby wziąć w nim udział wystarczy mieć skończone 15 lat, kochać książki i przygody. Na twórcę najlepszego opowiadania czeka bajeczny rejs atlantyckimi wybrzeżami Francji na żaglowcu Pogoria.
- Do udziału w konkursie zapraszamy uczniów szkół z Chełma i naszego regionu – mówi Grzegorz Raniewicz, przewodniczący rady fundatorów fundacji „Młode Talenty”- Liczymy, że do naszego pomysłu uda nam się przekonać wielu nauczycieli, tak abyśmy wspólnie mogli znaleźć prawdziwy talent literacki.
Zgodnie z założeniami opowiadanie powinno mieć maksymalnie 5 stron maszynopisu na papierze formatu A4 (pisane czcionką rozmiaru 12 z pojedynczymi odstępami pomiędzy wierszami). Konkurs ma składać się z dwóch etapów: eliminacji szkolnych oraz finału. Eliminacje mają odbyć się w szkołach i zakończyć wyłonieniem najlepszej pracy, która automatycznie zostanie zakwalifikowana do finału konkursu. Szkolny etap konkursu marynistycznego fundacji „Młode Talenty” zakończy się 31 marca 2010 roku. Właśnie wtedy minie termin nadsyłania finałowych prac na adres fundacji oraz zgłaszania nazwisk nauczycieli wytypowanych przez kierownictwo i radę pedagogiczną szkoły do reprezentowania swoich placówek w pracach kapituły konkursu.
Finałowy etap konkursu będzie trwał 15 dni. Wyboru najlepszej pracy dokona specjalnie powołana kapituła konkursu. W skład kapituły wejdą członkowie zarządu fundacji „Młode Talenty”, fundatorzy fundacji „Młode Talenty”, a także nauczyciele zgłoszeni przez szkoły, których uczniowie biorą udział w finale konkursu. Jak podkreślają przedstawiciele fundacji Młode Talenty prawo do zgłaszania jednego członka kapituły będzie przysługiwać szkołom, które przeprowadziły etapy szkolne konkursu i wyłoniły pracę biorącą udział w finale. Laureata konkursu, który popłynie w wymarzony rejs żaglowcem Pogoria poznamy 15 kwietnia 2010 roku.
- Nagroda główna naszego konkursu obejmuje wszystkie koszty rejsu łącznie z transportem autokarem z Chełma do Cherbourga i z powrotem z Bremen do Chełma, wyżywieniem, ubezpieczeniem, postojami w portach oraz kosztami załogi zawodowej – tłumaczy przewodniczący Raniewicz - Rejs na trasie Cherbourg – Bremę będzie miał charakter turystyczny i integracyjny. Połowę załogi będzie stanowić młodzież do lat 20 z Polski i Francji. W czasie rejsu uczestnicy będą wypełniać obowiązki załogi żaglowca.